Blisko natury · słowa, obrazy i muzyka
Kącik Werci
Zebrałam tutaj swoje książki, piosenki i obrazy, które im towarzyszą. Możesz poczytać, posłuchać albo po prostu pobyć tu i teraz.
Rozgość się po swojemu.

Wśród kwiatów, światła i własnych historii.
Do czytania i słuchania
Moja mała biblioteka.
Trzy książki. W każdej inny kawałek mojego doświadczenia. Wszystkie dostępne również jako audiobooki.

Rozpoznanie Esencji
O czuciu, miłości i własnych rozpoznaniach. O Zuzce, jak nazywam swój umysł, i zwykłych chwilach, które zostają na długo.
Zobacz książkę
Moje Jestestwo,
moje królestwo
Wizje, samotniczość, ciało i codzienne życie. Obok mistycznych doświadczeń są ogródek, śmiech i racuszki, których nie udało się usmażyć.
Zobacz książkę
Ostatnie starcie.
Huna i ja
Siedem zasad sprawdzonych we własnym życiu. Jest tu humor, przetykanie rur i noc w drewnianej chatce, która wystawiła wszystko na próbę.
Zobacz książkęPełne opisy, zawartość pakietów i aktualne ceny znajdziesz w sklepie na Naffy.
Kilka słów ode mnie
Moje królestwo.
Moje Jestestwo.
W książkach opowiadam o tym, co przeżyłam i poczułam. O Esencji, bliskości, ciele i głębokim czuciu. O chwilach zupełnie zwyczajnych i takich, które trudno ubrać w słowa. Piosenki i obrazy mają tutaj swoje miejsce obok tych historii.
WerciaKolor, światło, wyobraźnia
Obrazy z mojego świata.
Grafiki towarzyszące piosenkom. Kliknij wybraną, żeby obejrzeć ją z bliska.
Naciśnij play. Zostań chwilę.
Teraz niech zagra.
Wspólne utwory z Bogusiem. Pojawiają się tu również piosenki z kadrami z bajki „Zakryty Świat” oraz twórczość Bogusia. Wybierz, od czego chcesz zacząć.
Moje Jestestwo, Moje Królestwo – Piosenka
Boguś · 4:20
Nasza twórczość
Przypomnij Sobie
Wercia · 5:17Symulacja – Obserwacja
Wercia · 3:51Bez powagi dla Renderu
Wercia i Biały Smok · 4:08Kotwica
Wercia i Boguś · 7:13Suweren Esencji
Wercia · 2:59Boguś i Wercia – Deszcz na szybie
Boguś i Wercia · 5:50Moje Jestestwo, Moje Królestwo – Piosenka
Boguś · 4:20Moje Jestestwo, Moje Królestwo, część 2 | Piosenka Werci
Wercia · 1:32Zwalnia cały świat | piosenka dla Werci | Bogusław Duda
Bogusław Duda · 5:14To, co ukryte | Baśniowy teledysk z Wyspy Weli
Wyspa Weli · 3:15Zakryty Świat | Czołówka bajki
Czołówka · 0:36Piosenka „Na poddaszu” | teledysk z bajki „Zakryty Świat”
Teledysk z bajki · 5:31Zakryty Świat – teledysk z bajki „Zakryty Świat” | Bogusław Duda
Bogusław Duda · 4:42Na spokojny początek
Najpierw zajrzyj do środka.
01.Rozpoznanie Esencji
Rozdziały 1–2 · 4 strony
Przeczytaj fragment Posłuchaj fragmentu audiobooka · 11:19
02.Moje Jestestwo
Rozdziały 1–2 · 4 strony
Przeczytaj fragment Posłuchaj fragmentu audiobooka · 13:25
03.Ostatnie starcie
Rozdział 1 · 3 strony
Przeczytaj fragment Posłuchaj fragmentu audiobooka · 15:19Dobrze, że tu jesteś.
Kącik Werci · na stronie Bogusława DudyWróć na stronę główną1. Stopy Werci
Dlaczego czuję siebie właśnie w ciele Werci? Dlaczego tutaj, a nie w ciele elfki albo kobiety ze słowiańskiego świata, o których myślę, kiedy mówię o wcieleniach?
Zadałam sobie to pytanie i szukałam odpowiedzi gdzieś wysoko. W przestrzeni, w wymiarach, w czymś bardzo dużym. A znalazłam najprostszą rzecz, jaką umiałam o sobie powiedzieć: widzę stopy Werci. Są.
Tyle przestrzeni, tyle możliwości, a ja zaczynam od stóp. Trochę mnie to rozśmieszyło. Tylko że stopy mają jedną ogromną zaletę: nie odlatują. Stoją. Czują to, na czym stoją, podłogę, trawę albo kamień, i nie pytają, w którym są wymiarze.
Czuję siebie tutaj. Widzę własne ciało, mówię tym głosem. W ciele Werci najłatwiej mi poczuć, że jestem szersza niż jedno życie i jedna opowieść o sobie. Nazywam to wielowymiarowością. Gorzej, kiedy próbuję to opisać. Od razu robi się zamieszanie: najwyższa, najszersza, najbardziej rozbudowana.
Kurtka. Znowu porównywanie. Do tego jeszcze wrócę.
Wercia. Lubię to imię. Kiedy mówię o sobie z boku, mogę na moment zobaczyć tę kobietę bez instrukcji, co powinna ze sobą zrobić. Wercia szuka słowa i złości się, że nie przychodzi. Mówi za długo, a potem odkrywa, że najważniejsze było jedno zdanie gdzieś w środku. Nie trzeba jej od razu naprawiać. Można dać jej dokończyć.
Esencja to dla mnie coś innego niż osobowość. Wercia ma swoje upodobania, swoje tempo i swoją wrażliwość. Bywa niecierpliwa. Potrafi się rozpędzić, a za moment wrócić tam, skąd wyszła. Rozpoznając Esencję, nie przestaję tego wszystkiego czuć. Nadal to moje usta wypowiadają zdania i nadal słyszę, kiedy powiedziałam coś inaczej, niż chciałam.
Mogę czuć w sobie tę szerokość i jednocześnie być kobietą, która czasem potrzebuje, żeby ktoś ją po prostu wysłuchał. Tej potrzeby nie załatwi się zdaniem o bezkresie. Bezkres jest piękny, tylko nie przytula.
Myśl o innych wcieleniach naprawdę mnie zajmuje. Pytam, co łączy te wszystkie wersje mnie i dlaczego właśnie ta stała mi się tak bliska. A kiedy chcę przytulić Bogusia, robię to tym ciałem, tymi rękami. Nie odkładam bliskości do dnia, w którym zrozumiem całą resztę. Mogłabym się nie doczekać.
Mogę pytać o bezczasowość i potrzebować jeszcze sekundy, żeby dokończyć zwykłe zdanie. Mogę mówić o pełni i złościć się, że ktoś wszedł mi w słowo. To wszystko spotyka się w jednej Werci. Dobrze, że ma gdzie się spotkać.
Patrzę na stopy. Od nich zaczęła się ta myśl i nadal wydają mi się dobrym początkiem. Zawsze są tam, gdzie ja.
2. Słowo, które jest za małe
Esencja jest Istnieniem.
Tak zaczęłam i od razu poczułam, że to słowo ciągnie za sobą bagaż. „Istnienie” brzmi, jakby ktoś został powołany w jakimś celu. Jakby miał coś wykonać, zdać, dowieźć na czas. A ja chciałam powiedzieć o czymś, co nie potrzebuje żadnego uzasadnienia. Zostało mi więc słowo: Istność. Trochę chropowate, ale przynajmniej nie udaje, że zna odpowiedź.
W moim rozumieniu Esencja niczego nie chce. Nie siedzi nigdzie z listą zadań dla Werci. Nie sprawdza postępów i nie wysyła ponagleń. To mój umysł kocha listy: zadanie, etap, wynik, odhaczone. Kiedy przypisuję Esencji plany, po prostu przenoszę na nią swoją głowę.
Według mnie Esencja nie ma też świadomości ani pamięci. Świadomość wiążę z Wercią, która rozpoznaje, pamięta, pyta i czasem wycofuje własny wniosek. To ja tutaj staję się świadoma Esencji. Boguś patrzy na to ze swojej strony i nie chcę mówić za niego. Opowiadam swoje rozpoznanie, także tam, gdzie różni się od jego.
Gdybym dała Esencji moje myślenie i moje chcenie, zrobiłabym z niej drugą Wercię. Większą, poważniejszą i gdzieś daleko. Taka wielka Wercia pewnie też szukałaby słów i też by się irytowała. Jedna Wercia to i tak sporo.
Nie wyobrażam sobie też Esencji, która przegląda pliki z moim życiem. Niczego jej nie brakuje, więc niczego nie musi zbierać.
Najbardziej umyka mi „po co”. Umysł od razu pyta: skoro istnieje, to czemu służy? Przy Istności to pytanie nie ma się czego złapać. Zostaje istnienie, którego nie da się zamienić w zadanie.
I tu, szczerze, robi mi się lekko. Bo jeśli na samym dnie nie ma warunku, to nie muszę się wykazać, żeby być. Nikt nie wystawia oceny. W ogrodzie łubin wyrasta tam, gdzie mu się podoba, i nikogo nie pyta o pozwolenie. Nie tłumaczy się ze swojego miejsca. Rośnie. Kiedy próbuję poczuć Istność, coś we mnie odpuszcza w podobny sposób. Przestaję się tłumaczyć z tego, że jestem.
Esencja jest dla mnie również miłością. Wiem, dopiero co mówiłam, że niczego nie robi. Zostawiam jedno i drugie, bo patrzę z dwóch miejsc. Stąd, z życia, czuję miłość przez ciało, przez dotyk, przez tęsknotę. Kiedy jednak pytam o samą Istność, nie widzę tam nikogo, kto postanawia wysłać mi tę miłość jak paczkę. Nie ma nadawcy.
„Miłość” to najbliższe słowo, jakie mam. Może lepsze jeszcze przyjdzie. Na razie wystarcza, żeby pokazać, w którą stronę patrzę.
1. Zanim powiedziałam „ja”
Łatwiej mówić o wielkich sprawach niż o sobie.
Potrafiłam opowiadać o świecie, o czasie, o Matrixie i o Źródle. Lubię takie rozkminki. Najtrudniejsze okazywało się proste zdanie: tak to przeżyłam. Ja, Wercia.
Kiedy je wypowiadam, nie mam się za czym schować. Zostaję ze swoim widzeniem jak z kamykiem na otwartej dłoni. Każdy może na niego popatrzeć. Każdy może powiedzieć, że to tylko kamyk.
Swoje pytania, wizje i przeżycia nosiłam w sobie od dawna i trzymałam je blisko serca. Były tak moje, że wystawienie ich na cudze spojrzenie wydawało mi się ryzykiem.
Spotkanie z Bogusiem dodało mi odwagi. Nie dał mi gotowej treści i nie powiedział, co mam zobaczyć. Przy nim po prostu przestałam się bronić i coś w gardle się odblokowało. Prawda nie musi się bronić. Zauważyłam, że przy nim jestem sobą naturalną i właściwie nic więcej nie muszę.
Głos był mój od zawsze. Przestałam go tylko ściszać.
Przy niektórych przeżyciach umiem powiedzieć tylko tyle, ile naprawdę czuję. Wolę zatrzymać zdanie w pół drogi, niż dokleić do niego coś, czego nie było. Jeśli czegoś nie rozumiem, mówię: nie wiem. Jeśli po czasie widzę sprawę inaczej, zmieniam słowo.
Ta książka wyrosła z odwagi otwarcia. Opowiadam w niej o tym, co mnie poruszyło, co zostało w ciele i co wraca do mnie w ciszy.
Ktoś nazwałby to wszystko kosmologią. Dla mnie to słowo brzmi jak gruby podręcznik z tabelkami. Mówię więc z przymrużeniem oka: moja Światologia. Mała, żywa i pisana ołówkiem, żeby dało się poprawić.
2. Moje Jestestwo
Zdanie przyszło krótkie.
Moje Jestestwo to moje królestwo.
Zobaczyłam przestrzeń, w której jestem u siebie. Władza nad światem czy nad drugim człowiekiem zupełnie mnie w nim nie interesuje. To królestwo mówi o czymś prostszym: o prawie do istnienia po swojemu.
Najlepiej rozumiem je w moim ogrodzie. Ktoś z zewnątrz powiedziałby pewnie, że jest zaniedbany. Tu wyrasta łubin, tam glistnik, gdzie indziej mięta, a groszek pachnący rośnie obok kwiatów i nikt nie sprawdza, czy pasuje do projektu. Rośliny same wybierają sobie miejsce. A jednak wszystko jest tam, gdzie powinno. Takie jest moje królestwo: żywe, trochę dzikie i nieprzycięte pod cudzą linijkę.
Noszę wiele imion. Córka, mama, siostra, towarzyszka życia. Każde mówi o jakiejś części mojego życia i każde kocham. Żadne nie mówi wszystkiego. Jestestwo jest wcześniej, tak jak ziemia jest wcześniej niż to, co na niej wyrasta.
Czuję je przed oceną i po niej. Jest, kiedy mówię jasno, i wtedy, gdy plączą mi się słowa. Nie muszę nikogo pomniejszać, żeby poczuć jego siłę.
Królestwo zaczyna się tam, gdzie przestaję prosić o zatwierdzenie siebie. Dawniej potrafiłam długo tłumaczyć coś, co czułam od początku. Mówiłam i mówiłam, byle ktoś zobaczył dokładnie to samo co ja. Dziś wiem, że różnica zdań nie odbiera prawdy mojemu doświadczeniu. Mogę wyjaśnić, co czuję. Nie muszę wkładać tego do cudzej głowy.
Suwerenność poznaję w bardzo zwyczajnych chwilach: w krótkim „nie”, które nie potrzebuje przeprosin, w wiadomości, na którą odpiszę jutro, w prywatności, której nikomu nie muszę tłumaczyć.
Mogę być blisko i nie znikać w bliskości. Kocham, nie wchodząc do cudzego wnętrza z planem naprawy. Cudze widzenie może stać obok mojego jak drugie drzewo. Nie musimy zrastać się w jeden pień.
Zamiast murów to królestwo ma furtkę, która otwiera się w obie strony. Wychodzę przez nią do świata jako ja, bez przebrania. Mogę zmienić decyzję, jeśli poczuję, że poprzednia nie była moja.
Jestestwo nie znika, kiedy jestem zmęczona, zajęta albo po prostu gotuję obiad. Wracam do niego jednym rozpoznaniem: jestem. Tego królestwa nikt mi nie nadał i nikt mi go nie odbierze.
1. IKE. Świat jest taki, jaki myślisz, że jest
To moja najstarsza zasada. Wprowadziłam ją w życie, zanim ktokolwiek mi powiedział, że jest pierwsza.
Brzmi niewinnie. Można ją wziąć płytko: pomyśl coś ładnego, a będzie ładnie. Pewnie przez jakiś czas tak ją brałam. Dobrze zrozumiana prowadzi jednak głębiej, prosto do ciała. Bo ciało jest odpowiednikiem tego, co projektujemy w myślach. Tak to czuję.
Czytałam kiedyś Liptona i zostało mi od niego jedno odwrócenie. Komórka nie rządzi swoim otoczeniem. To otoczenie wpływa na komórkę. Na to, jak się czuje, jak pracuje, co przyjmuje, co oddaje i czy coś w niej płynie.
Pomyślałam wtedy o kwiatku w doniczce. Ten sam kwiatek inaczej rośnie na słonecznym parapecie, a inaczej w kącie za drzwiami. Kwiatek się nie zmienił. Zmieniło się miejsce, w którym stoi.
A potem przyszła myśl, od której zrobiło mi się trochę nieswojo. Dla mojego ciała to ja jestem pogodą.
Jak myślę o sobie, tak ciało mi odpowiada. Jeśli czegoś się o sobie nauczyłam, jeśli ktoś mi coś wmówił, jeśli jakaś propaganda zrobiła swoje i uwierzyłam, że coś jest ze mną nie tak, wystarczy, że dam tej myśli uwagę. Ciało usłyszy. Ciało wsłuchuje się we mnie bardzo grzecznie, czasem aż za grzecznie. Dla niego taka myśl jest rozkazem: zrób tak, jak myślę.
Dlatego chcę znać swój umysł. Jest potężny, to widać gołym okiem. Trochę jak prąd w gniazdku. Bardzo się przydaje, tylko dobrze wiedzieć, co się do niego wkłada. Chcę go mieć na swoje usługi. Niech on służy mnie, a nie ja jemu.
Z tą zasadą wiąże się też moja prywatna reguła. Nie wymuszam na nikim swojego myślenia. Jeśli ja myślę tak, a Ty inaczej, to Twoje jest Twoje i jest w porządku. Nie mam prawa Cię od niego odwodzić ani Cię przekonywać.
Przez to jestem bardzo słabym dyskutantem. Ktoś stawia przede mną swoją tezę, czeka na kontrę, a ja odpowiadam spokojnie:
„OK, tak masz. To jest twoje i fajnie, że tak masz. Ja mam trochę inaczej. Możemy o tym poopowiadać. Ale niekoniecznie”.
I tyle. Dyskusja umiera śmiercią naturalną, zanim zdążyła się rozgrzać. Kto przyszedł po porządną kłótnię, odchodzi z niczym. Za to w dobrym humorze, mam nadzieję.
Nie żeby u mnie wszystko było już przepracowane. Wiem, że mam jeszcze blokadę w sferze finansowej. Program został zlokalizowany i na pewno…
O. Na pewno.
Tego słowa nie powinno się używać, a ja właśnie je powiedziałam. Złapałam się na gorącym uczynku. Umysł lubi „na pewno”, bo brzmi jak podpis pod umową. A przyszłość i tak niczego nie podpisuje.
Powiem więc inaczej. Wiem i czuję, że przekroczę tę granicę. Że pieniądze zaczną płynąć także do mojej rodziny i do moich najbliższych.
Czuję to. Bez „na pewno”.

